środa, 29 sierpnia 2012

O sposobach chłodzenia i radzenia sobie z upałami piszę TU 
Zapraszam do lektury. 

czwartek, 09 sierpnia 2012

Każdy sposób, aby schować się przed upałem dręczącym nas ostatnio jest dobry, szczególnie gdy przebywa się w rozpalonym do czerwoności mieście. Królewskie miasto Kraków w czasie mojej ostatniej tam wizyty przypominało piec martenowski. Szukałam więc miejsc, gdzie na chwilę od żaru odetchnąć można. Ochłodę dają nie tylko kawiarenki, knajpki, puby, restauracje tudzież inne tego rodzaju przybytki serwujące kolorowe drinki. Muzea nadają się do tego doskonale, bo:

primo: najczęściej są klimatyzowane,

secundo: jak już się wejdzie to nie trzeba co i rusz czegoś zamawiać – raz opłacony bilet starczy nawet na cały dzień,

tertio: można, tak przy okazji, mimochodem, coś ciekawego zobaczyć.

Szukając więc przyjaznego miejsca na spędzenie najgorętszych południowych godzin dotarłam do Kamienicy Hipolitów, czyli Domu Mieszczańskiego.

http://mhk.pl/oddzialy/kamienica_hipolitow/

 Na wstępie zawiodłam się nieco, gdyż klimatyzacji brak, ale przynajmniej słońce nie praży. Żal ten jednak szybko został wynagrodzony, gdyż cuda jakie tam odkryłam są doprawdy niespotykane i warte polecenia.

Oto jedno z pomieszczeń. Pasuje do niego określenie: pokój szpargałów. Przypomina XIX wieczne muzeum, gdzie gromadzono co popadnie i jak popadnie. Wśród różności znaleźć można prawdziwe rarytasy. Z radością odkryłam dzieła od lat  wielbionego przeze mnie Jacka Malczewskiego. 


W Kamienicy Hipolitów można zajrzeć do reprezentacyjnego salonu, pokoju panienki czy sypialni państwa domu.


Wszystkie pomieszczenia są odtworzone w najdrobniejszych szczegółach, począwszy od zasłon (choć może lepiej powiedzieć stor) w oknach na zastawach  stołowych kończąc. W piwnicach umieszczono kolekcję XIX-wiecznych bibelotów i stanowisko do samodzielnego pisania stalówką.  Żałowałam jedynie, że nie ma tam kuchni.

Kilka przedmiotów zahacza jednak o bliską mi tematykę.

 


Maleńki samowarek i podobne mu urządzenie do zaparzania kawy -  jak sądzę. Pewności nie ma mam, bo muzeum najpewniej oszczędza na papierze i nie przygotowało opisów do eksponatów jeno ogólne opisy każdej z sal. Natomiast panie kroczące za zwiedzającymi i pilnujące ich jak Cerber Hadesu, zbyt rozmowne nie były i wiedzą swą (niezgłębioną zapewne) niechętnie oświecały maluczkich. 

A to drobna (i łatwa) zagadka. Do czego służyło to urządzenie, umieszczone w rogu sypialni?



poniedziałek, 06 sierpnia 2012

 Uniwersalna Książka Kucharska z ilustracyami i kolorowemi tablicami napisała Marya Ochorowicz-Monatowa, Wydanie drugie znacznie powiększone nakładem księgarni H. Altenberga we Lwowie, w Warszawie: E.Wende i ska

Ach, żebym to ja mogła znaleźć gdzieś lub sama wyprodukować takie zsiadłe (tudzież kwaśne, jak to w moich śląskich stronach mawiano) mleko! A młoda, świeża śmietana, jaką poleca użyć pani Ochorowicz-Monatowa w powyższym przepisie, musiała wybitne mieć znaczenie dla walorów smakowych popularnej zimnej zupy chłodnikiem zwanej. Niestety spragniona ochłody w te upalne dni, posiłkować musiałam się produktami dostępnymi w pobliskich sklepach. Mlekiem zsiadłym o niebotycznej dacie ważności i śmietaną zawierającą przeróżne zagęszczacze (nawet te „ekologiczne” nie są pozbawione tychże „walorów”).

Przynajmniej warzywne składniki nie kryły w sobie żadnej chemicznej tajemnicy a i kwas spod ogórków prawdziwy, bom sama rzeczone kisiła.

Przystąpiłam więc do produkcji chłodnika, co jest samo w sobie sprawą prostą, choć czasochłonną, a to przez konieczność usiekania drobno zieleniny. Przyznam, że odstąpiłam nieco od wersji z Uniwersalnej Książki Kucharskiej. Nie dodałam bowiem ani szyjek rakowych (to z braku tego specjału) ani mięsa z pieczeni cielęcej (to znów, bo wizja kawałków tłustego mięsa podanego na zimno, w - było, nie było - zsiadłym mleku, nie zachęciła ani mnie, ani konsumentów, wyczekujących chłodnika niecierpliwie).

Ugotowałam więc wcześniej poszatkowane 4 buraki w niewielkiej ilości wody tak, aby powstał nasycony wywar. Znów przyznać się muszę do odstępstwa od ortodoksji. Nie dysponowałam bowiem botwiną z liśćmi, tylko młodymi burakami. Przyznać jednak muszę, że dzięki użyciu właśnie takich buraków, wywar wyszedł bardzo esencjonalny. Po wystudzeniu rzeczonego wymieszałam go z mlekiem (0,5 litra) i śmietaną (0,2 litra). Dodałam do 2 łyżki kwasu spod ogórków (użycie go, to novum dla mnie) a następnie wmieszłam w całość dużo koperku usiekanego oraz ogórki odciśnięte z wody. Wiem z doświadczenia, że doskonale sprawdza się także w chłodniku szczypior i rzodkiewka.

Zupa, aby była dobrą musi naprawdę być porządnie schłodzona.  

O autorze
Zakładki:
Blogi całkiem współczesne acz interesujące
Blogi o drzewiejszym życiu
Fascynujący ludzie
O gotowaniu
Wyjątkowe miejsca
Tagi
Durszlak.pl