Blog > Komentarze do wpisu

Indyk czy indyczka

Tegoroczne święta wielkanocne przebiegały pod znakiem ptactwa. Amatorów drób wszelaki znajduje w mym domu bez problemu, przygotowanie go też nie nastręcza zbyt dużo trudności, postanowiłam więc na nich się skupić.

Był więc indyk pieczony i gęś nadziewana. Oto krótka relacja z pichcenia tego pierwszego.

Przestudiowawszy stare książki postanowiłam posiłkować się zarówno Kucharzem Warszawskim, którego recepturę zamieszczam poniżej jak i radami  Ćwierczakiewiczowej.  

Praktyczny Kucharz Warszawski zawierający 1503 przepisów różnych potraw oraz pieczenia ciast i przygotowania zapasów spiżarnianych, Warszawa nakład Ferdynanda Hosicka'a, 

Znalazłam pewne rozbieżności pomiędzy recepturami, które na rzecz pani Lucyny rozstrzygnęłam. Mianowicie do przygotowania nadzienia użyłam obgotowanej a nie surowej wątróbki. Taka wydaje mi się delikatniejsza.


Nadzienie powstałe z wymieszania czerstwej bułki, masła, mleka rodzynek i wątróbki właśnie a przyprawione pieprzem, sola gałką muszkatołową, umieściłam w wolu ptaka. Kiedyś, za dawanych lat, gdy arkana sztuki kulinarnej były mi zupełne obce, byłam przekonana, że należy wnętrze indyka nadziać. Teraz już wiem, że nadaje się do tego druga stronę ptaka.

Aby mięso było należycie soczyste a jednocześnie miękkie,  należy przeznaczyć mniej więcej godzinę pieczenia na każdy kilogram. Optymalna, według mnie temperatura to 190 stopni. Należy pamiętać o regularnym polewaniu indyka wytapiającym się z niego tłuszczem. Aby uniknąć wyschnięcia, dodatkowo obkładam go cieniutko pokrojonym boczkiem, który pięknie się spieka i dla niektórych domowników stanowi większą atrakcję niż sam ptak.


Sądzę, że tak jak i dawniej o dobroci indyka nie stanowi sam przepis użyty do jego przyrządzenia, ale raczej jakość surowca. Kluczowe dla smaku znaczenia ma raczej to, czy mamy do czynienia z indykiem-samcem, czy też czy indyczką - samiczką, w jakim wieku był ptak, jak długo kruszał po ubiciu. Przywiązywano wagę do tych aspektów i dawniej, a świadczą o tym choćby rady Lucyny Ćwierczakiewiczowej, która radzi starego indora, którym odór miał mieć specyficzny, potraktować startym imbirem dla zabicia nieprzyjemnego aromatu lub nadziać go kasztanami (jadalnymi oczywiście) co podobny skutek miało odnieść. Dziś w sklepach niewielką wagę przykłada się do płci sprzedawanego asortymentu. Radzę więc kupować ptaki mniejsze – to z zwiększa prawdopodobieństwo nabycia indyczki, niektórzy twierdzą także, że indyczki mają wydatniejsze piersi i okrąglutkie nóżki. Spójrzmy więc na kupowanego ptaka i pod kątem jego wyglądu. Indyczka też chce się podobać.  




wtorek, 02 kwietnia 2013, potarzyna

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Michalina, *.dynamic.chello.pl
2013/05/13 10:06:02
Ani indyk, ani indyczka - ja wybrałam kaczkę.
-
caffe.galeria
2014/12/31 12:20:28
nie wyszło za suche ?
Durszlak.pl