Blog > Komentarze do wpisu

Kotlety z ryżu i grzybów

Dziś na tapecie Praktyczny Kucharz Warszawski (Lucyno C. upraszam jeszcze o chwilę cierpliwości. I na Ciebie przyjdzie kolej. Twoje przepisy wymagają szczególnego przygotowania.)

Praktyczny Kucharz Warszawski zawierający 1503 przepisów różnych potraw oraz pieczenia ciast i przygotowania zapasów spiżarnianych, Warszawa nakład Ferdynanda Hosicka'a, Rozdział XV Potrawy z mąki i jaj, Przepis 554, str. 217

Wyżej wzmiankowane kotlety zrobiłam licząc na lekki, żeby nie powiedzieć dietetyczny i łatwy w przyrządzeniu posiłek, mogący służyć jako danie obiadowe, ale i ciepła kolacja. Faktyczne łatwe są, lekkie niestety już nie. Jedyny problem jaki z ich przygotowaniem miałam to proporcje. Przepis (jak większość z dawnych lat) milczy na ten temat, więc metodą prób i błędów doszłam do optymalnej równowagi pomiędzy ilością grzybów i ryżu. Przygotowałam dwa jajka (ciekawe, że tu autorzy Kucharza postanowili być konkretni), dwie filiżanki najzwyczajniejszego ryżu (nie z torebki), 40 g podgrzybków suszonych, masło i bułkę tartą. Uznałam, że z przypraw wystarczy sól i pieprz.

Ugotowałam ryż „na gęsto”, na paciaję kleistą mówiąc wprost, zakładając, że taka będzie najlepsza do uformowania kotletów. Podgrzybki gotowałam ok. 40 min. w ok.1 litrze wody. Niestety nie dysponowałam młodymi grzybami (jak dowiaduję się z poradników grzybiarzy, wyróżniki młodości tychże są różne w zależności od gatunku, najczęściej jednak jest to pozostawanie osłonki na owocnikach). Z dwóch filiżanek ryżu powstała ogromna ilość paciai, postanowiłam wiec użyć na początek jedynie połowy, tak aby w jej ogromie nie zagubić smaku grzybów. Dodałam jaja, poszatkowane możliwie najdrobniej grzyby, sól i pieprz.

Starałam się jak najlepiej wyrobić dłonią masę, tak aby dało się uformować kotlety. Pierwsza próba nie powiodła się, przy smażeniu mimo obtaczania w bułce tartej, po prostu rozpadały się. Dodałam więc jeszcze trochę ryżowej brei. Poskutkowało. Kotlety dały się smażyć, trzeba tylko formować je dosyć grube. Używając masła, co odebrało potrawie tak przeze mnie pożądaną lekkość (wchłaniały spore jego ilości), smażyłam partiami kotlety, które przy tym zabiegu nabierały fantastycznej chrupkości z zewnątrz i miłej miękkości w środku.

Pozostał do przygotowania sos. Najwyraźniej Kucharz Warszawski postanowił pozostawić nieco inwencji własnej gospodyniom, nie mówiąc nic na temat receptury tegoż, więc i ja zdałam się na swoje dotychczasowe doświadczenie. Przygotowałam zwykłą zasmażkę z masła i mąki, do której dodałam wywar pozostały po gotowaniu grzybów. Chwilę całość gotowałam, tak aby mikstura zgęstniała. Doprawiłam solą i pieprzem. Wyszedł z tego naprawdę dobry, aksamitny sos o wyraźnym acz nie dominującym smaku suszonych grzybów.

Kotlety w połączeniu z sosem smakowały zaskakująco dobrze. Zakrzyknęłam nad talerzem: Żegnaj dieto! I zjadałam trzy.

 

poniedziałek, 13 lutego 2012, potarzyna

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: cleer, *.3s.pl
2012/02/14 09:33:53
Gratuluję pomysłu! A przede wszystkim podejścia do gotowania - nie jako odtwarzania ścisłej receptury, ale jako zabawy i eksperymentowania. Luz! Super się to czyta i już czekam na następne doświadczenia. Pozdrawiam
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2012/02/14 13:05:54
Bardzo dziękuję Cleer (jakiż piękny nick :-) Zaglądaj często.
Durszlak.pl